Jak opowiadać zdjęciami historie z podróży? Piotr Piech z Artibo o storytellingu w fotografii

Data publikacji: 26 sierpnia 2021
Kategoria: Rozmowy

Trudno wyobrazić sobie podróż marzeń bez aparatu w ręku. Ale czy zawsze udaje Ci się wiernie oddać wspomnienia na zdjęciach? A może przypominają serię przypadkowych ujęć? Albo masz rękę do kadrów, za to ich wydruk pozostawia wiele do życzenia? O tym, jak utrwalić wspomnienia z podróży rozmawiamy z Piotrem Piechem z laboratorium obrazu Artibo.

Zbliża się termin podróży marzeń. Mamy spakowaną walizkę, sprzęt fotograficzny, podstawy warsztatu, a może i znacznie większe pojęcie. Czy to wystarczy, aby przywieźć ze sobą kadry warte utrwalenia? Czym jest właściwie storytelling w fotografii?

Piotr Piech: Spakowana walizka, gotowy sprzęt, podstawy warsztatu… To wszystko ma znaczenie. Błędem byłoby stwierdzenie, że bez tych kilku podstawowych elementów da się „fotograficznie funkcjonować”. Tyle, że w tym wszystkim najważniejsze jest nasze nastawienie do tego, gdzie jedziemy; świadomość, po co tam jedziemy i ponad wszystko, otwartość na świat, z którym zetkniemy się na miejscu.

Bardzo często nam, Europejczykom, osadzonym w naszej cywilizacji, trudno jest przekonać się do tzw. innego świata; zaakceptować to, że człowiek funkcjonujący w swoim otoczeniu wcale nie musi postępować wedle naszego przyjętego schematu czy systemu wartości. Myślę sobie, że im szybciej sobie to uświadomimy, tym bardziej prawdziwe będzie nasze doznanie i doświadczenie w podróżowaniu i odkrywaniu świata. A jeśli to się stanie, to niewątpliwie okaże się, że kadry, które wykonaliśmy mają swoją wartość.

Storytelling to nic więcej ponad nasze subiektywne, autorskie opowiadanie o czymś, czego doświadczamy za pomocą obrazów wizualnych. To umiejętność budowania historii, tworzenia narracji, znajdowania puenty w opowieści. Wydaje mi się po prostu tym, po co ilekroć sięgamy po aparat – robimy nie zdając sobie sprawy z tego, że tak, a nie inaczej się to nazywa.

Tak naprawdę większość zdjęć, na których jest jakiś człowiek de facto opowiada – w szerszym bądź węższym aspekcie – historię tej osoby; poprzez jej ubiór, umiejscowienie, otoczenie, coś co nazywamy drugim planem fotografii – to wszystko po prostu mówi nam coś o danej osobie. Im bardziej świadomie do tego podejdziemy, tym lepszych efektów powinniśmy się spodziewać. W tej zabawie wszystko zależy od nas i od naszego podejścia. Sprzęt, technologia, logistyka – to wszystko ma znaczenie, ale nie gwarantuje nawet połowicznego sukcesu.

storytelling-w-fotografii-kobieta-tuareg-sahara-odwa-sie-wiedziec-fair-travel-event
Zdjęcie z wyprawy Soul Travel do Algierii

Czy można nabrać fotograficznej wprawy jeszcze przed planowaną podróżą marzeń? Znasz sposoby, które przygotują nas wcześniej do obserwacji rzeczywistości czy radzisz pójść na żywioł?

Jeśli ktoś nie fotografuje, to z pewnością wyjazd na drugi koniec świata, nawet w najbardziej atrakcyjne wizualnie miejsce, nie sprawi, że nagle dozna olśnienia, obudzi się w nim maestro i stworzy kadry, które zapierają innym dech w piersiach.

Jeśli chcemy fotografować, powinniśmy to ćwiczyć; nieustanie i konsekwentnie. Każdego dnia, koło domu, w domu, w drodze do pracy, odbierając dziecko z przedszkola – tylko tak rozwijamy swoją uważność, wrażliwość na rzeczy, na które zwyczajnie nie zwracamy uwagi. Ćwiczymy budowanie kompozycji, myślenie kadrem, ustawianie elementów we właściwym miejscu – to wszystko, co stanowi o jakości naszych fotografii oraz o naszej fotograficznej świadomości.

Zatem fotografuj wszędzie, ile tylko możesz. To po pierwsze. I po drugie, oglądaj i analizuj dobre fotografie. Przeglądaj wartościowe albumy, zastanawiaj się, dlaczego to zdjęcie wygląda tak, a nie inaczej i dlaczego zwróciłeś_łaś na nie uwagę. Nie koniecznie naśladuj – myśl i analizuj. A po tym wszystkim, wyjdź z aparatem przed dom i spróbuj pokazać coś oczywistego w sposób, w jaki nigdy wcześniej o tym nie myślałeś_łaś.

To jest, według mnie, prawdziwe pójście na żywioł, które ma szansę zagwarantować efekt.

Jak znaleźć główny motyw przewijający się w naszej historii? Gdzie znaleźć ten punkt zaczepienia, który sprawi, że kadry stworzą spójną całość, nie zaś przypadkową zbieraninę ujęć?

Nie ma tu jednoznacznej i prostej odpowiedzi. To zresztą szalenie trudne zadanie – znaleźć motyw wiodący, wokół którego chcemy się obracać. Jeśli jedziemy na konkretne zlecenie, sprawa wydaje się prosta: mamy sfotografować człowieka A w otoczeniu B. I wszystko gra. Natomiast jadąc na wyjazd, fotoekspedycję, wyprawę do miejsca, którego nie znamy, tak naprawdę powinniśmy się przygotować na długo przed wyjazdem: poczytać, przeanalizować mapy, internet, obejrzeć fotografie z tego miejsca – nie po to, by naśladować, lecz po to, by wiedzieć, czego unikać.

storytelling-w-fotografii-mongolia-kobieta-z-dzieckiem-odwaz-sie-wiedziec-fair-travel-event
Zdjęcie z wyprawy do Mongolii z Soul Travel

Pokazywanie rzeczy i miejsc, które pokazało już setki innych osób jest, według mnie, stratą naszego czasu i energii. Natomiast rzetelne przygotowanie, tzw. dogłębny research na temat miejsca, ludzi, ich kultury – to coś, co nie tylko zwiększy naszą świadomość, ale również znacząco ułatwi nam pracę nad kadrem, kiedy już znajdziemy się w konkretnym otoczeniu.

Jak uzyskać wrażenie dynamiczności – autentycznie oddać ruch na zdjęciach?

Są na to różne sposoby – czysto techniczne. Można wydłużyć czas otwarcia migawki, oczywiście odpowiednio kompensując ilość światła, aby nie prześwietlić kadru.

Można wprowadzić dynamiczny ruch aparatu za obiektywem, tzw. panoramowanie – ten zabieg daje najlepsze rezultaty, ale wymaga wprawy i długich ćwiczeń. Niemniej warto poświęcić mu czas.

Można również – wybierając odpowiednio długi czas otwarcia migawki – naciskając spust, wykonać ruch obiektywu typu zoom, od najszerszej ogniskowej do najwęższej lub na odwrót.

dynamizm-na-zdjeciach-ruch-festiwal-w-bhutanie-taniec-odwaz-sie-wiedziec-fair-travel-event

Do tego wszystkiego dochodzi sterowanie ISO, głębia ostrości… Musimy tak dobrze, jak tylko jesteśmy w stanie, znać swój własny aparat; możliwości i ograniczenia naszego sprzętu. I nie bać się eksperymentować – przecież fotografując cyfrowo mamy klatki za darmo. Dlaczego więc nie próbować czegoś, co przyjdzie nam do głowy?

I jeszcze jedna uwaga: warto przeczytać instrukcję obsługi naszego aparatu. Wiem, że to brzmi banalnie, ale prawda jest taka, że ten banał większość z nas lekceważy i trochę na życzenie komplikujemy sobie życie, nakładając na nas ograniczenia, które nie powinny nas ograniczać. Zatem przed fotografowaniem, poczytajmy. Na pewno nam to nie zaszkodzi.

Wracamy z podróży. Czeka nas selekcja, a przy tym dużo emocji, bo przecież za większością ujęć kryją się ciekawe historie albo zwyczajnie – sentymenty. Czym się kierować wybierając zdjęcia z podróży, które chcemy utrwalić?

Tylko emocjami i naszym indywidualnym podejściem do historii, które zapisaliśmy w kadrach. Myślę jednak, że prawda jest nieco bardziej brutalna: większość kadrów, które wykonamy są najwyżej mocno przeciętne – oczywiście zapewne mamy do nich sentyment. I bardzo dobrze. Ale to nie oznacza, że należy publikować, czy drukować wszystko, hurtem i jak leci.

Selekcja – albo mówiąc bardziej fachowo: edycja fotografii – czyli proces ich wyboru tak, aby opowiadały atrakcyjną wizualnie i przemyślaną pod kątem koncepcji historię wciągającą widza, stosującą niedopowiedzenia, wielowątkową narrację i inne takie narzędzia – to proces trudny, wymagający nauki i ćwiczenia. Niemniej jest to coś, czego możemy się nauczyć. Warto jednak wyjść z założenia: mniej znaczy więcej. Znacznie lepiej jest pokazać o dwa zdjęcia za mało, niż o jedno za dużo.

Nie bójmy się korzystać z funkcji Delete (bezpieczniej w komputerze, po powrocie do domu i zrobieniu kopii zapasowej naszych fotografii) i być krytycznymi wobec własnej pracy. Tylko w ten sposób zmusimy się do poprawy. A to gwarantuje postęp naszej fotografii.

Jak zadbać o spójność naszej fotograficznej historii na etapie obróbki?

Bardzo prosto. Im mniej kombinujemy, tym lepiej. Osobiście nie znoszę postprocessingu i ślęczenia przed monitorem, zastanawiając się nad temperaturą barwową, kontrastem, czy saturacją każdego pojedynczego pixela. Podobnie, nie analizuję ostrości kadru, przyglądając mu się w powiększeniu 200%. Szkoda mi na to czasu.

storytelling-w-fotografii-obrobka-zdjec-z-podrozy-odwaz-sie-wiedziec-fair-travel-event

Jeśli kadr jest OK, ma w sobie to coś, jest poprawnie skomponowany, naświetlony – wówczas wystarczą jedynie delikatne zmiany o charakterze globalnym i wszystko powinno być w porządku. Czasami można coś skadrować, niemniej uważam, że lepiej jest kadrować na etapie fotografowania niż obróbki. To wszystko ma dawać nam radość i frajdę, a nie znużenie i poczucie straconych godzin przed komputerem.

Jeśli fotografując myślimy o tym, co i jak chcemy sfotografować, to cała reszta będzie jedynie szybkim i dość przyjemnym zabiegiem kosmetycznym.


Jest wiele szkół mówiących o tym, jak obrabiać zdjęcia i kiedy się tym zajmować. Współczesne narzędzia dają nam możliwości, o których wielcy klasycy fotografii w czasach, gdy pracowali w technice analogowej, w zatrważająco prostych warunkach, nawet nie myśleli. A skoro tak, to dlaczego to ich zdjęcia zwracają do dziś uwagę, a nie nasze? Chyba właśnie dlatego, że to nie obróbka tworzy fotografię – to nasz mózg ją kreuje, a aparat jedynie zapisuje i utrwala. Natomiast obróbka „dopieszcza”. Nie odwrotnie.

Warto o tym pamiętać, ilekroć siedząc przed monitorem i patrząc na zdjęcie zastanawiamy się: co mogę zrobić, aby ta akurat fotografia była genialna? Jeśli jest genialna, to nie muszę wiele robić. Jeśli natomiast muszę przeznaczyć na pracę nad nią godzinę lub więcej – szkoda czasu. Idę dalej albo mówię sobie: „Trudno, nie udało się, trzeba to powtórzyć”. I tyle.

Spójność naszych fotografii to pewna cecha, pokazująca nasz styl – warto więc zastanowić się nad tym, co nam się podoba i czego chcemy. I nad tym pracować, nie patrząc się na mody, trendy, czy tzw. mainstream z przesadnym kontrastem, przesyconym kolorem, czy wręcz odwrotnie, spranymi tonami. Naśladowanie nie zaprowadzi nas tam, dokąd z pewnością chcemy dojść.

macedonia-warsztaty-street-photo-wesele-odwaz-sie-wiedziec-fair-travel-event
Fotograf Michał Leja podczas fotoekspedycji w Macedonii Północnej

Czy fotografia może ułatwić bycie tu i teraz w podróży? Pytam o to, co zrobić, aby sama czynność fotografowania nie rozpraszała nas od doświadczania w podróży, a także – sięgając dalej – nie naruszała granic napotkanych osób? Łatwo jest stracić uważność, podążając za jak najlepszym ujęciem czy wręcz przeciwnie – fotografowanie w podróży wyostrza nasze zmysły?

Fotografia nie powinna przysłonić doświadczania podróży. To na pewno. Łatwo jest stracić uważność miejsca, w którym się znajdujemy, goniąc za kadrem, który właśnie sobie wymyśliliśmy i mamy szansę uchwycić. Z drugiej strony faktem jest też stwierdzenie, że fotografowanie w podróży – właśnie poprzez uważność – wyostrza zmysły i czasami pozwala zobaczyć to, czego nie widzieliśmy dotychczas. Wydaje mi się, że w tym wszystkim najważniejszy jest dystans i zachowanie równowagi. Żadna z tych dwóch skrajności nie przyniesie nam bowiem satysfakcjonującego efektu.

street-photo-storytelling-Michal-Leja-Paryz-odwaz-sie-wiedziec-fair-travel-event
Fotoweekend w Paryżu, fot. Michał Leja

Pamiętam doskonale – w czasach, gdy mieszkałem jeszcze w Krakowie – wycieczki turystów z Japonii, którzy poruszając się zwartym szpalerem, niczym szarańcza w szyku bojowym, rejestrowali wszystko, kompletnie wszystko, patrząc wyłącznie w wizjery i ekrany swoich aparatów i kamer, migając do tego fleszem, którego błysk powodował małą łunę nad przesuwającą się grupą. Pytanie: czy byli oni uważni? Pewnie tak. Czy naruszali granice? W pewnych sytuacjach i miejscach, zapewne tak. Czy doświadczali atmosfery miejsca? Nie sądzę. Na pewno jednak brakowało im balansu i równowagi pomiędzy doświadczaniem a fotografowaniem.

Uważam, że warto spróbować potraktować swój aparat jako swego rodzaju notatnik z podróży. Mieć go przy sobie przez cały czas (jeśli to możliwe), ale korzystać jedynie wówczas, gdy czujemy że sytuacja, w której się znajdujemy, bądź też szczegół, który mijamy zwraca naszą uwagę. Nawet wówczas, gdy w całej grupie nikt inny nie zwróci na to uwagi – zastanówmy się, czy jest w tym potencjał na fotografię, po czym spróbujmy ją wykonać. Zawsze jest szansa, że się uda.

Nasze zdjęcia, koncepcja artystyczna i wizja wydruku vs. rzeczywisty wydruk fotografii. Jak uniknąć rozczarowań w tej delikatnej materii?

Sprzedawca pewnej marki monitorów powiedziałby zapewne: „Musisz kupić nasz monitor, wtedy nic Cię nie rozczaruje”. Każdy wydruk będzie 1:1 z tym, co oglądasz na monitorze. I pewnie jest w tym trochę prawdy. Pytanie jednak, po co? Co chcemy osiągnąć? Na czym nam zależy? Czy naprawdę w drukowaniu fotografii najważniejsza jest wierność reprodukcji obrazu cyfrowego w formie papierowej? Nie dajmy się zwariować – co nie oznacza, że nie warto w to inwestować, uczyć się i świadomie podejmować pewne działania. Warto, a nawet trzeba. Tyle, że znowu, kiepska fotografia, w nawet najlepszym odwzorowaniu kolorystycznym, nadal pozostaje kiepską fotografią i niczym więcej.

Drukując fotografię warto poznać miejsce, w którym drukujemy – jego technologię, wytyczne, zalecenia. To po pierwsze. Po drugie, minimalizujmy ryzyko tzw. rozjazdów w kolorze lub kontraście, najłatwiej poprzez unikanie agresywnej obróbki, masek, dziesiątek warstw, filtrów etc. Większość z nich na monitorze bądź komórce wygląda fantastycznie, na papierze niekoniecznie. Po trzecie, poznajmy papier, na który się decydujemy, jego specyfikę, fakturę, możliwości, estetykę. Musimy po prostu wydrukować coś na próbę, porównać efekty, wprowadzić korekty – trochę metodą prób i błędów. Nie ma tu drogi na skróty. I po czwarte, upraszczajmy sobie życie. Oczywiście świadomie i z właściwą wiedzą, dlaczego robimy tak, a nie inaczej.


W Artibo, które jako laboratorium obrazu dysponuje najbardziej zaawansowanymi technologiami druku cyfrowego na rynku, od dawna stosujemy prostą zasadę: pliki, które klient zleca nam do wydruku mają spełniać podstawowy standard rozdzielczości (300 dpi), formatu (JPEG) oraz przestrzeni barwnej (sRGB). Co do monitora – ważne, by był skalibrowany na temperaturę barwową ok. 8600 K i jasność ok. 80 CD (średnio, dla przeciętnie oświetlonego miejsca pracy). Nic więcej. Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Dostarczając nam materiał z takimi parametrami, praktycznie gwarantujemy naszemu klientowi satysfakcję z końcowego rezultatu wydruku. A, jeśli mamy wątpliwości, że coś może być nie tak, bądź wymaga poprawy – wtedy kontaktujemy się indywidualnie i dopytujemy o szczegóły.

Najważniejsze w fotografii jest nasze subiektywne czucie obrazu i emocje, jakie ten obraz w nas wyzwala. Wszystko inne jest dodatkiem, który wpływa na efekt końcowy, ale niczego nie determinuje.

Czym się różni profesjonalna fotoksiążka Artibo od tych z serwisów internetowych lub zakupionych przez aplikacje mobilne?

Tym, co wyróżnia książki Artibo, jest prostota, elegancja i minimalizm. Wydaje mi się, że właśnie te cechy najlepiej opisują nasze produkty. Do tego dochodzi oczywiście papier, który jest podstawą i esencją druku: starannie dobrane typy papieru, nie za wiele, by nie wprowadzać zamieszania, z drugiej jednak strony, nasza oferta jest na tyle szeroka, że z powodzeniem spełni oczekiwania nawet najbardziej wybrednych klientów bądź też ich specyficzne, estetyczne wymagania.


Prawdziwą perełką wśród papierów, które wykorzystujemy do produkcji naszych książek jest Mohawk Superfine Eggshell, w gramaturze 148 i 216 gram. To matowy, niepowlekany papier bezkwasowy, pozbawiony wybielaczy optycznych, który gwarantuje wyjątkową estetykę wydruków, zarówno w kolorze, jak i czarnobieli. Od tego papieru dobrze jest rozpocząć przygodę z książkami Artibo. Z dużą szansą będzie to jedyny papier, z którego skorzystamy.

Do tego dochodzą sprawdzone i naprawdę wiodące technologie druku: Canon DreamLabo i HP Indigo. Proste i intuicyjne narzędzie do projektowania, w formie kreatora online dostępnego z poziomu przeglądarki internetowej.

I oczywiście doświadczona ekipa drukarzy, introligatorów, ludzi z pasją, którzy całkowicie poświęcają się temu, co robią. Bez kompromisów, czy drogi na skróty. Właśnie tak działamy jako Artibo, starając się jednocześnie słuchać naszych klientów i zwracać uwagę na ich oczekiwania. W końcu to dla nich – ludzi z pasją – wykonujemy te wszystkie produkty.

Koniec końców książka Artibo – choć wyjątkowa i szalenie elegancka – to jedynie oprawa dla treści, które w niej zawrzemy. To ona są wartością. Książka natomiast jest ich szlachetną oprawą.


piotr-piech-artibo-odwaz-sie-wiedziec-fair-travel-event

Piotr Piech – Senior Event Marketing Manager w Artibo – laboratorium obrazu, powstałego z połączenia pasji do fotografii oraz innowacyjnych technologii druku.

Etyczne wyprawy:


Algieria
Kultury Pustyni
21 listopada – 05 grudnia 2021

wyprawa-do-meksyku-urodzeni-biegacze-tarahumara-kobieta-wyrusz-w-zyciowa-podroz-soul-travel_Easy-Resize.com_
Meksyk
Śladami Urodzonych Biegaczy
06 – 19 stycznia 2022

wyprawa-dla-kobiet-kregi-gwatemala-kobieta-za-lisciem-wyrusz-w-zyciowa-podroz-soul-travel
Gwatemala
Droga Jaguara

13 – 26 lutego 2022

podroz-do-bhutanu-trzej-mnisi-w-gorach-wyrusz-w-zyciowa-podroz-soul-travel
Bhutan
Laya i Celebracje
06 – 20 kwietnia 2022

wyprawa-koleja-transsyberyjska-bajkal-wyrusz-w-zyciowa-podroz-soul-travel
Bajkał i Buriacja
Serce Syberii
23 lipca – 07 sierpnia 2022

Komentarze

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także